Sen, o którym pisałam około ośmiu miesięcy temu, okazał się jednak proroczy. No powiedzmy półproroczy, bo jednak nie dwoje a jedno dziecię noszę pod sercem. Przyznam, że szok był niemały i całe szczęście, że ciąża trwa 9 miesięcy a nie krócej, bo przez te miesiące przyzwyczaiłam się (małżonek mój chyba zresztą też) do myśli, że będzie nas więcej. Teraz jestem już na finiszu i odliczamy dni a nawet godziny do narodzin Malucha. Mamy jednak nadzieję, że będzie to już w nowym roku.
Patrząc wstecz mogę powiedzieć, że te 8 miesięcy przyniosło wiele zmian w naszym życiu. Pierwsza i największa to z całą pewnością budowanie większego zaufania do Pana Boga. Bo jakby nie było to dziecko jest efektem Jego planu wobec naszego życia. Pierwsze nie zaplanowane przez nas (co oczywiście nie oznacza, że nie chciane, bo otwartość na życie w nas była i jest). Pierwsze poczęte w tylko Jemu wiadomym
czasie, bo my do połowy grudnia nie mieliśmy pewności, z którego jest cyklu:) To jest też pierwsza ciąża, w której mocniej dały mi się we znaki problemy zdrowotne. Już w ciąży z Michasiem miałam duże żylaki, ale tym razem doszło podejrzenie zakrzepicy, pojawiła się niedoczynność tarczycy, różne infekcje, i skurcze powodujące, że moje ciało zaczęło intensywnie przygotowywać się do porodu już w listopadzie. Doświadczyłam tego, że oddawanie kolejnych trudnych spraw i sytuacji Bogu dawało mi wewnętrzny spokój, powodowało też rozwiązywanie problemów. Niech przykładem będzie chociażby to, że ostatnio bardzo się martwiłam, że będę rodziła w wigilię albo będę musiała całe święta spędzić w szpitalu (prawdopodobieństwo było duże, bo na ostatnim badaniu ginekolog powiedziała, że wątpi żebym do świąt w dwupaku dotrwała). Wiadomo w święta w szpitalach dyżury, starsze dzieci bez mamy w domu i tata biegający od domu do szpitala i z powrotem, więc atmosfera świąt żadna, dodatkowo przed świętami wszyscy się pochorowaliśmy i dotychczas nie udało nam się wyzdrowieć. No i jest już po świętach a ja jestem nadal w dwupaku.
Kolejna zmiana to taka, że odkryliśmy z Jarkiem, że nasze relacje osiągnęły formę, która nam nie odpowiada, zaczęliśmy się od siebie oddalać, koncentrować nie na rzeczach najważniejszych a na drugorzędnych. Droga do tego była niestety bolesna, myślę że bardziej dla mnie, bo ja bardziej emocjonalnie reaguję. Musieliśmy przewartościować nasze priorytety, na nowo uświadomić sobie, że nasze małżeństwo jest wartością najważniejszą i nie możemy zafiksować się tylko i wyłącznie na dzieci i pracę. Mozolnie więc próbujemy zmieniać te nasze relacje. Łatwe to nie jest, bo trudno z dnia na dzień zacząć inaczej postępować, ale małymi kroczkami będziemy starali się iść do przodu. Ciągle szukamy sposobów poprawy naszych wzajemnych relacji więc uczestniczyliśmy i w rekolekcjach Domowego Kościoła i w warsztatach Nawigacja w Rodzinie.
W związku z nowym członkiem naszej rodziny musieliśmy też dokonać zmiany środka lokomocji, bo Fiat Panda dla 5 osób jest odrobinę za mały. To też było dla nas niemałe wyzwanie, ale nowym autem jeździ się całkiem przyjemnie, a w każdym razie po zakupach rzeczy mieszczą się w bagażniku:)
Najwięcej zmian dotyczy oczywiście naszych dzieci ale o tym będę będę pisać w oddzielnych notkach.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz